Czy upadną stacje paliw na wschodzie Polski?
(2009-01-30)
1 grudnia 2008 r. zniesiono w bezcłowym przywozie spoza Unii Europejskiej do Polski dotychczasowy limit paliwa znajdującego się w bakach. Od prawie dwóch miesięcy każdy tir, zamiast 200 litrów paliwa z Białorusi czy Ukrainy, może do Polski wwieźć nawet trzy razy więcej. W efekcie stacje paliw w regionach graniczących z Białorusią i Ukrainą alarmują, że ich obroty spadły od 50 do 80 proc. W związku z tym około 150 stacji – głównie należących do drobnych przedsiębiorców, jest bliskich bankructwa.
Litr paliwa po drugiej stronie granicy jest nawet o ponad 1 zł tańszy niż w Polsce. Przewoźnicy tankują tiry do pełna na stacjach białoruskich. 600 litrów pozwoli im przejechać całą Polskę bez tankowania.
Według Polskiej Izby Paliw Płynnych (PIPP) tylko na przejściach Korczowa, Medyka i Krościenko, po podwyższeniu limitu do 600 l, skarb państwa straci w tym roku 0,5–1 mld zł. Zdaniem PIPP straty mogą być większe, bo od 1 do 2 mld zł może stracić w tym roku budżet państwa z tytułu niezapłaconych podatków od paliwa wwożonego do Polski.
600 litrów, które wolno wwieźć w baku, jest zwolnione z akcyzy. Sytuację wykorzystała Białoruś, która obniżyła ceny paliw – o 10 proc. w przypadku rozliczeń w rublach białoruskich i 20 proc. w walutach obcych.
Resort finansów tłumaczy tymczasem, że wycofanie ograniczeń wwozowych jest korzystne, bo pozwoli branży transportowej na oszczędności rzędu 475 mln zł.




































